Ja, Wiktor Ruben, lat 19.>>niedziela, 22 sierpnia 2010
22:23:57
No więc jadę sobie jutro na wieś z Kutaskiem. Cieszę się i nie cieszę, bo generalnie jakoś te wakacje szybko i nieciekawie zleciały. Spodziewałam sie fajerwerków, ale nie na deszczu.
No więc jadę sobie na wieś właściwie to nie wiem po co. Chyba szukać wiatru w polu. Moje własny panny z Wilka. Jadę tam mając w pamięci wieś i ludzi sprzed 10 lat. Miejsca sie zmieniają ludzie umierają. Chyba mnie spotka gorzkie rozczarowanie. Coś czuję ,że będę szukać w polach i na łąkach zmarłych, odwiedzać miejsca, które nie istnieją. Prawie całe życie gonię za czymś, czego już dawno nie ma.
Siedzę sobie dzisiaj w wannie. Jakoś te moje plany niedzielne ni chuja nie wypaliły, ale mówi się trudno. No więc siedzę w wannie i generalnie w głowie ciągnę dalej jedną i tą samą myśl od tygodni. Że zasadniczo stoję w przełomowym punkcie mojego życie i boję się przyszłości(jak każdy), i że nie widzę jej w ogóle kolorowo (jak nie każdy). Kyrie, żeby dwudziestolatek był już rozczarowany życiem...
Ech, chyba trochę zazdroszczę ( nie wiem czy dobre określenie, bardziej chyba podziw jest tutaj na miejscu), takiej Asi na przykład. FCE ładnie zaliczone, prawko ma, mieszkanie w Poznaniu czeka, studia z wyższej półki, wena i chęć tworzenia. I nie chodzi proszę państwa, o jakieś pieniądze. To ta wola działania, całkowicie dla mnie niezrozumiała. Szczerze mówiąc podziwiam taką wolę. Jest to dla mnie towar nieosiągalny, nawet w Pewexie tego nie sprzedają.
Ja za to siedzę, wegetuje, czasem ponarzekam, ale generalnie większość swojego rozżalenia i goryczy trzymam w sobie. Nie tak, że ja pierdole i sie użalam nad sobą .Czasami sie użalam, kiedy to ze mnie wypływa. Z reguły generalnie jestem zgorzkniała. Po prostu nie widzę dla siebie miejsca w tym społeczeństwie. Nie ma w nim miejsca dla smutnych filozofów. Oni nie produkują, nie konsumują. PO prostu są. Dławią się w swojej żałości, bo nie mogą wyrwać sie poza łańcuchy biologicznej egzystencji. Miedzy Naną, a Raskolnikowem.
Trochę rozczarowałam się tymi wakacjami. Liczyłam na jakieś wspomnę wyjazdy z przyjaciółmi. Nic. No może jakieś miłe epizody. Chciałam spędzić więcej czasu z Asią czy nawet usiąść do naszego projektu. Też chuj strzelił. Ona zaganiana tym wszystkim, trochę ( a nawet bardzo) im tego wyjazdu wrocławskiego zazdroszczę.
W te wakacje jakoś nie ma tego powiewu przygody, że nie wiesz, co przyniesie dzień. Wiesz ,że masz rano wstać, iść do roboty, wieczorem wrócić, ale wieczorem to sie już cuda dziać mogły. Nie wiedziałam, czy wrócę do domu rano, czy popołudniu, wieczorem czy dnia następnego. I zawsze sie cos działo. Praca, impreza, korepetycje.
Teraz wszyscy się rozjechali, poszli pracować, poobrażali się na siebie lub po prostu nie mają czasu. Nadmiar czasu też szkodzi. Czas sie rozłazi i klei. Jak krówka za słodka.
Najprzyjemniej wspominam siedzenie z dziewczynami na ławce czy na boisku i zwykle osiedlowe picia piwa i niekończące się papieroski. Genialne w swej prostocie. Słodki Jezu, jak ja sie w te wakacje rozpijałam, rozjarałam i roznikotyzowałam.
Cichy chichot wywołało u mnie stwierdzenie Agaty, że miała depresyjkę w lipcu, ale po Wrocku jej lepiej ( miesiące narzekania , że nie ma życie towarzyskiego chyba sie odmienił po 10 dniach?). Piąty rok mnie trawi spleen i ona tego nigdy chyba nie zauważyła.
Codziennie od miesięcy przyłapuję się na tym ,że prowadzę filmowo-książkową narrację swojego życia. Chyba jednak mam podświadomą potrzebę przebrania swojego weltschmertzu i sehnsuchtu w artystyczne, eteryczne ciuszki i wywlec je na światło widok publiczny ludziom. Formą upośledzoną jest ten blog. Tak myślę. Szkoda tylko ,że najlepsze opisy rzeczywistości rozpływają się, zanim przeleję je na papier.
Jeszcze fantazjuję o ciskaniu kostką brukową we flika.
Maj 68', Paryż
Rożi <3
komentarze [1]Rorylupianka>>niedziela, 15 sierpnia 2010
22:46:45
No więc piszę, mocno spóźniona. Chciałam jeszcze przed Szwecją, potem już odrazu po, prawda est taka, że od czwartku rano jestem w Polsce i dopiero teraz siadam.
Generalnie, Karlskrona to jakaś dżuma. Miasto po zarazie i wojnie atomowej. Jeżeli w ciągu dnia spotkacie więcej niż 3 osoby na ulicy to pozdro i szacun dla was. W chuj drogo też, wiec Polaczky Biedaczky jak pojebani kupują w sklepie wolnocłowym.
Dzisiaj w przykłądny chrześcijanski sposób uczciłam Matki Boskiej Zielnej, poprzez pojaranie sobie i skoszenie trawnika na działce. Równeiżpo chrzescijansku cierpię, ponieważ sama się zgłosiłam, jak Jezus na mękę i nawet mam dla niewiernych Tomaszów swoje własne stygmaty w postaci pęcherzy na dłoniach.
Moje własne żniwa, jego mać.
Swoją drogą, mój własny wariant Sniadania Mistrzów uważam za niezwykle innowacyjny i eco. Zamiast kawy i papierosa - lufka i zielony czaj. Genialne, prawda?
Ale wracajac do spraw przedpotopowych, to chce ponarzekać na polaczkowośc włąśnie.
Generalnie to epicko mnie skeca przez polaczkowy ból dupki w sprawie powstania, ale to nic nowego i wszyscy to wiedzą. Nawet bawią mnie historie o ludziach, co po kieluchu płaczą i żalą się ,że nie urodzili sie Kolumbami i nie mogą być bohaterami. Historia autentyczna, sam Miecugow mówił.
Ja nie marze o jakiś tam narodowo-patriotycznych wzrywach. Ba, czuję niechęc do wszystkeigo, co jest z założenia lub w praktyce narodowo-patriotyczne. Patrz: Harcerstwo.
Mnie się marzy rewolucja. Jakiś 1905r. czy coś w tym stylu.
Już to widze! Rorylupe wiodąca lud na barykady.
Rożi <3
komentarze [0]Samotnicy dnia dzisiejszego, wy, odosobniający się, ludem wy kiedyś będziecie: z was, któryście się sami wybrali, powstanie lud wybrany - a z niego nadczłowiek.>>niedziela, 25 lipica 2010
21:33:58
Oj syny moje, co to się nie działo ostatnio, aż nei wiem, od czego zacząc. Generalnie to już dawno chciałam napisac, ale jakoś myśli mi z głowy wywiało na notkę.
Więc zacznę od cudownego, gejowego weekendu wszechczasów w Waeszawie. Europride to była świetna zabawa. Spalone ręce w paradzie, epickie przekręty, mnóstwo ciekawych spotkań i ludzi, Kalisz na platformie tańczący macarenę i jeszcze dowiedziałam się, że jestem agentem i liberałem (najpewniej opłaconym przez Palikota!). Obżarłam się z Kutem arbuzów na szabasaowej kolacji i wspólnie z braźmi z Izraela doszliśmy do wniosku, że Jezus zginał pod Smoleńskiem za nasze grzechy!
A teraz tak poważniej. Patrzać na tą zdeklarowaną homo-rzeszę stwierdzam, że i ja muszę się określić oraz zdeklarować. Filozoficznie i swiatopoglądowo.
Powoli ożywa we mnie nietscheanizm, a wszeogarniający ludzki debilizm zaczyna mnie dołować. Troszeczkę połechtam swoje ego, cichutko, intymnie i w odkryciu jestem ubermensch. Tak, tak, nadal wierzę w egalitarym całym swoim czerwonym sercem. Wszyscy jesteśmy równi, ale nadal dzielimy się na ludzi inteligentnych i na kretynów. I ten włąsnie egalitaryzm różni mnie od egocentrycznych sukinsynów bez serc pokroju Żądłonia.
Ten mój i Tobsonowy nietzscheanizm to bardziej taki klubik wzajemnej adoracji i forma samooborny przed zwykłym człowiekiem Nietzschego i przed motłochem. Mimo oczywiśtej ułmności motłochu, ja wiem, że nadal on czuje i ma swoje prawa, których odebrać mu nie można, bo to prawdziwa ohyda. Jednak ciązy on nade mną i zatruwa życie.
Dlatego postanowiłam być ponad nim. Tobson to tak pieknie kiedy określił, że ja nawet powtórzyć tej sentencji nie dam rady. Generalnie oboje postanowiliśmy się w pewien sposób 'odczłowieczyć' na rzecz świętego spokoju. Ksiązki i rozwój własny w porównaniu do związków i przejmowania się bezmyślnym działaniem ludzi nie niszczy zdrowia psychicznego.
Nie znaczy to, żę porzucam swoich przyjaciół. Są mi bliscy jak mało co nma tymsmutnym świecie. Jak mówiłam, nadczłowiekiem się łechcę w samotności, a nie w towarzystwie. Bo w całym swoim życiu poznałam zaledwie kilku nadludzi, których mogę policzyć na palcach jednej ręki.
Jednak nadal jest to pewnego rodzaju manifest mojego ego.
Wiadomo, żę ja od dawna czuję się emocjonalną kaleką, którą ominie lwia część życia zwykłego człowieka. Nu, ja nie zwykły człowiek, a nadczłowiek. Jak widać nam inne rzeczy pisane.
Rożi <3
komentarze [1]Je suis une accro>>poniedziałek, 28 czerwca 2010
23:19:49
Obejrzałam Chłopaki nie płaczą!
Rożi <3
komentarze [0]Jeder für sich und Gott gegen alle.>>poniedziałek, 31 maja 2010
23:30:51
Ostatnia notka tego maja. Jest mi smutno do granic możliwości i nie mam nawet papierosa, by ten smutek załagodzić. Radość z zaliczonych matur minęła szybko. Nawet teraz nie potrafię napisać wprost, dlaczego, tylko robię wymijające odpowiedzi.Nie może mi to przejść ani przez gardło ani przez palce na klawiaturze. Pewnie dlatego, że oznaczałoby to przyjęcie tego do wiadomości. A ja nie chcę. Nie chcę uwierzyć, że to prawda. Wciąż nie wierze, że to się dzieje naprawde.
Z jednym wyjątkiem, każda śmierć, którą miałam okazję 'opłakiwać' nie była śmiercią ludzi starych, którzy swoje życie przeżyli mniej lub bardziej pełnie. Umierali ludzie dobrzy, którzy mieli jeszcze tyle do zrobienia. Moja matka, wujek, ciocia, ojciec Patrycji i piloci, a teraz Ciech.
Jest mi nie tylko smutno, przeraża mnie to, ile może się stać w ciągu jednego miesiąca. Jak widać, w ciągu 30 dni może się stać wszystko.
Takie sytuacje tylko utwierdzają mnie w mojej nienawiści do swiata takiego, jakim jest. Tak bardzo niesprawiedliwym. Utwierdzają mnie też w przekonaniu ,że człowiek wobec świata jest niczym, że nie ważne jaki jesteś, dobry czy zły. Jesteś słaby, jesteś niczym, zostawisz coś po sobie, jakieś wspomnienia, czy wpływ na drugiego człowieka, większy czy mniejszy, ale przede wszystkim zostawisz po sobie smutek, płacz, rozgoryczenie, setki pytań i sprawy niedokończone.
Niektórzy powiedzą, że na tym polega humanizm. By być dobrym, niezależnie od korzyści czy skutków. Bo za prawdziwe dobro nie dostaniesz tak naprawdę nic.
Przecież ten facet udupił mnie w II klasie, tylko po to, bym sie wzięła do roboty i nie polega w klasie III oraz na maturze. Teraz nie mam nawet jak podziękować czy ewentualnie pochwalić się wynikiem. Mam mnóśtwo naprawdę świetnych i wesołych wspomnień, które będę musiała wyrzucić jak najdalej od siebie, by mnie nie bolały. Podejrzewam ,że jeszcze długo nie będę miała serca nawet obejrzeć głupiego filmu ze studniówki, który powinien mnie cieszyć przez całe życie.
Wyrzucam to wszystko z siebie ,bo tak naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać. Jeden powie, że tak bywa, że takie jest życie, ktoś inny, że użalam się nad sobą. Mam ich ochotę w takim momencie udusić. Następna osoba, że widzi sprawę inaczej. Kolejnej to nie obchodzi lub pieprzy głupoty. Nie chcę o tym rozmawiać z nikim z klasy. Może dlatego ,że ich też to boli, tylko inaczej. Ktoś bardziej obcy lub z innego środowiska tego z kolei nie zrozumie. Podejrzewam, że specjalnie z tej okazji wybiorę się na wizytę.
Już nawet nie chcę narzekać na pewne kicze.
Jest mi tak bardzo smutno i nie mogę znaleźć ujścia.
Rożi <3
komentarze [1]NO SLEEP TILL BROOKLYN>>poniedziałek, 24 maja 2010
11:59:09
Pomyślałam sobie, że przed jutrzejszą maturką moją ostatnią strzelę sobię notusię. O takich tam pierdołach.
Właściwie jakby nie patrzeć, to okres matur dla mojego rocznika jest pełen atrakcji. Nie dośc, że bardzo późno zakwitły kasztany, co samo w sobie jest dość ekscytujące, to jeszcze mamy supcio powódź, awanturę przedwyborczą, nauczyciela w szpitalu i takie tam super sprawy. Siedzę więć sobie i je kontempluję.
Nie licząc tych konkretnych dni przeznaczonych na maturki, to maj upływa mi dość sennie. Chcę na sobie wymisić jakieś działanie, bo chęci, by coś robić mam. Gorzej z samym robieniem. Dni spędzam na kontemplowaniu siebie.
Najczęściej urządzam sobie niemożliwe pościgi za własnym dzieciństwem. Kanabisowe poszukiwanie straconego czasu. Odtwarzanie rzeczywistości, która nie istnieje od paru dobrych lat to ciężkie i niemożliwe zajęcie. Czasem też wracają do głowy sprawy smutne i nieprzyjemne, często czysto fikcyjne i wymyślone, jednak są na tyle realne, że bół, który powodują jest jak najbardziej prawdziwy.
Wczoraj sobie tak postałam męcząc papieroska (odkąd się nimi zaciągam, palenie przestało być nagle takie przyjemne) na balkoniku. Ot tak, normalnie. Kopciłam i patrzyłam sobie na ludzi szwędających sie po osiedlu. To było takie 'letnie', takie lipcowo-sierpniowe. Że mam wszystko w dupie, nic nie muszę robić, słoneczko świeci. Inni musz coś robić, a ja nie. Muszę się tylko nacieszyć tymi wakacjami, bo to ostatnia szansa w moim życiu na takie opierdalanie się.
Szkoda tylko,że już kwiaty na drzewach poprzekwitały. Nie miałam szans sie nimi nacieszyć.
Rożi <3
komentarze [1]Matura i te pe>>piątek, 30 kwietnia 2010
23:39:43
Chciałam napisać jakąs ambitniejsza notkę po takdługiej nieobecności, ale odechiało mi sie w momencie, w którym się za nią zabrałam. Więc w pewnym skrócie:
-Wczoraj skończyłam szkołe. Posiadam wykształcenie średnie, a jak wszyscy wiemy w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem. Z wyższym też nie.
Serdecznie się pierdol iks elo. Mogę po tobie jebać ile wlezie (-10.000pkt i wypierdalaj!)
-Dokłądnie dzisiaj mija 365 dni od mojej epickiej osiemnastki. LoL, biba tysiąclecia.
- Z kolei jutro jest Swięto Pracy. Wszystkim ludziom pracującym serdeczne pozdro 666volt.
Bożesztymój, jak mi sie tej matury pisac nie chce. Nie chodzi, że trudna czy jakiś stres czy inne gówna. Po prostu mi sie nie chce. Ech, chuj z tym. Odjebie byle zdać (RUSKI) i chuj z tym. Prywatne uczelnie mają swoje zajebiste plusy.
Ech, jak mnie łeb napeirdala. Człwoiek miał sie uczyć a chuj robił cały dzień. Boże, jaki żal.
Rożi <3
komentarze [0]Wesołego Dnia Oskarka.>>piątek, 16 października 2009
19:19:43
Po raz 155.
Rożi <3
komentarze [0]Moje Wielkie Kłirowe Wakacje>>środa, 2 września 2009
00:37:34
Wakacje się już niestety skończyły >;
Wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi to lato nie było tragiczne czy przepłakane. O dziwo było wręcz wybitnie przyjemne. Może nie zrobiłam wszystkiego, co chciałam czy zaplanowałam, ale za to zrobiłam masę rzeczy, o których nawet nie śniłam. Niby jak się kończy 18lat to nic się nie zmienia. Cusz, lubię kotlety. Nie do końca się zgodzę. Życie jednak wygląda inaczej. Nie jest się już dzieckiem, nie jest sie jeszcze dorosłym człowiekiem, a czas leci szybciej i szybciej.
Wypełniło się me przeznaczenie. Zdałam do trzeciej klasy :3
Byczes. Na 4. No kurwa.
Przed komisem autentycznie myślałam,że się porzygam.Już w wieczór poprzedzający sądny dzień nawpierdalałam się Persenu. Jeżeli taka ilośc walerianki mnie nie uspokoiła, to napewno zrobiło to placebo.
Raz jeszcze wypełniło się przeznaczenie. W ciągu tych 2 miesięcy, mój kompcio spierdolił się 3 razy. Bez jaj, kurwa.
Dzisiaj muszę ruszyć dupsko do szkoły. Przespałam swoją ostatnią inaugurację roku szkolnego. NIGDY WIĘCEJ 1 WRZEŚNIA.
Nie mogłam zasnąć przez całą noc tylko po to,by mnie zmogło po 5 nad ranem i obudzić się po 10.00.
Jakby tego było mało, Pożegnanie Jesieni nadal mi się nie ściągnęło i cały dzień stoi z tymi 78.1% na torrencie. Mam nadzieję,że ksiązkę mają w bibliotece. A jeżeli chodzi o film, to absolutnie zakochałam się w Peszku i jego śmiechu. Genialny z niego Łohoyski.
Swoją Ostatnią Niedzielę spędziłam na vixowaniu u siebie. Nadal nie wiem jak się prawie 20 osób zmieściło u mnie na chacie. Było zacnie. Nawet chłopaki zrobili mi przezacną fryzurę ala Mana. O 4 nad ranem i do tego elektryczną szczoteczką do zębów. Sailor Kłodzilla<3
Ech bojaski, bojaski. Wy i ten wasz kłirowy świat <3
Ps.
London jak zwykle zacny. Zwłaszcza w swym szopingu.
Aidra+Rożi+TŁAJLAJT= GREJTEST ART EWER
Rożi <3
komentarze [0]Krusefajt lajk maj sejwior>>wtorek, 11 sierpnia 2009
00:52:12
Koniec wakacji nieubłaganie się zbliża P;
Swój zacny czas spędzam na vixowaniu, chlaniu i jaraniu. Oczywiście wszystko to w przerwach miedzy matematyką. Serio. 6h w tyogniu. Lol. Więcej niż w szkole. Jeżeli chodzi imprezy to rozsmakowałam się w sopockich klubach. Kłirastycznie. Swoją drogaą, to jak ostatnio wracałam z Piany, to akuratnie w Gdyni było Bijacz Party. W N10 zaliczyłm dwie bójki w autobusie, pacyfikację przez zajebistych policmajstrów z Party Vana i prawie dostałam w łeb butelką pierdolniętą przez jakiegoś łysego chuja.A to wszystko w busie jadącym na Babie <3
Ale by nie było ,zę Rożi tylko vixuje i sie uczy, to powiadam, że pracował też, jak na socjalistę przystało. Za darmo. >; Do 23.00 >; W Dżelitkowie >; Ale za to teraz mam staż.
Jaraliście kiedyś po ciemoku w wannie? Nie? TO nie wiecie co to życie. Serio. Siedząc w jednym miejcu i słuchając muzy czułam się jak pieprzony odkrywca chuj wie czego. Z kolei Joka'Zajebiście jest, spierdalaj' Bleeeee rzygała na mój balkon. I sąsiadów tyż. Fajnie było. Z pomocą Miho wysprzatałyśmy chate w 30 minut (THX :*), bym się wyrobiła na matemetykę. Zrobiłam nawet w całośc pracę domową. Chuj, że nie spałam z 50h. Brak snu to sekret dobrego humoru w te wakacje. Nadal uważam ,zę moje żyżni jest chuja warte, ale przynajmniej się zacnie bawię w zacnym towarzystwie. I poziom gejozy mocno wzrósł we krwi. Jak widze na ulicy kolesia z laską, to mam wrażenie, że coś jest nie tak. Sie nie zgadza. Haha, dzięki wam vixy <3
Skąd ten optymistyczny wydźwięk? Słucham OST z Party Monstera ( Tó af hartz<3 ) wraz z moimi ulubionymi vixokawałkami ( Krózefajt, Yn en ałt of law), prawie nie śpie ( BYCZ ), wybieram sie do Londona z Aśką (Nareszcie Ejtin, dziwki) no i jakoś tak zacnie Boli mnie tylko, że przez LoNnDynNeQ nie będize mnie na Pianie w sobote D; i pójde na Drag Queen bez Żuczka i Kuta >; Chujnia >; ALe macie być u mnie na Vixie post Londynum.
No to Pa, dziwki. <3
Ps.
Kupiłam sobie w pyte antysany. Aviatory. Bo moje ostatnie lennony to rozjebała ta ciota-Tobiasz. Jak oglądlaiśmy Bruna <3
Łyl stej forewer dys łej
Ps.2
BONO MA AIDS
Rożi <3
komentarze [1]Co przyniesie lato>>niedziela, 21 czerwca 2009
22:00:01
Jest to peirwsza notatka od brdzo długiego czasu. Nie miał sił, zapewne też ochoty, by pisać, a przez zmiany na mylogu myślałam nawet, że bloga straciłam i nie miałam ochoty wszystkeigo składać na nowo.
Nie mam ochoty pisać o tym co było. Może zrobię to później, ale raczej jest to bez pokrycia. Bardziej martwi mnie przyszłośc. Zastanawia mnie co przyniesie lato. Ta pora roku jest specyficzna sama w sobie,a będzie to moje pierwsze pełnoletnie lato. Jednocześnie mam wrażenie, że będą to dwa miesiące zmarnowane i przepłakane. Potem pojawia się lęk, ża całe życie takei będzie. Dlatego postanowiłam ,zę w to lato zmienie siebie. Przynajmniej postaram się.
Pierwszy krokiem było przestanie golenia głowy. Ostatnio ostrzygłam sie na 1 czerwca zaraz po tym,kiedy to okazało się że nie mam jaj, by przeciąć nadgarstki.Postawiłam też na zmianę garderoby. Szkoda tylko, że jak sobie cos upatrzyłam to niue mieli nawet eMek.
Jestem świadoma, że wszystkiego w sobie nie zmienia. Najbardziej przeraża mnie fakt, że nie jestem zdolna do odczuwania niektórych emocji, które odczuwa, a przynajmniej powinien odczuwać każdy. A jednocześnie ciągle czuję lęk i rozczarowanie. Mam wrażenie ,ze moje życie jest puste, proste jak wektor, od punktu do punktu. Od celu do celu, a przestrzeń miedzy nimi jest mało istotna lub poprostu wyblakła i szara. Przeraża mnie fakt, że najszczęsliwsza czuję się po potężnej ilość alkoholu i marijuany, słuchając klasyków. Wtedy nawet przechylenie głowy wydaje się interesującą podróżą. Że tylko wtedy czuje pozytywne emocje. Dopiero traz zdaję sobie sprawę,że w życiu wiele mnie ominie. Podejrzewam, że przywiązanie, a miłość to dwie, różne rzeczy, a jednak chyba troche podobne. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak żąłośnie jest móc powiedzieć, że chyba nikogo sie nie kocha. Przynajmneij spoza rodziny, ale to jest co innego. Dotyk drugiej osoby jest dla mnie dziwny. Nie jest przyjemny, a jednocześnie nie pali. Nie mogę tez powiedziec, że jest dla mnie nijaki czy obojetny. Jest dziwny. Głupstwem byłoby zmuszać sie do czegokolwiek lub tworzyć jeszcze bardziej zafałszowaną rzeczywistośc.
Myśle, że próba zmiany jest takim ostatkim krzykiem, próbą ratowania samego siebie.Boję sie, co będzie, jeżeli zawiodę, dlatego boję się tego lata. Mam wrażeie, że to nie zależy tylko ode mnie.
Rożi <3
komentarze [1]Nota kontrolna>>poniedziałek, 18 maja 2009
21:07:50
Dawnpo nie pisałam. Teraz też więcej nie napisze, bo musze skoczyć do sklepu po coś do picia. Lulz
Rożi <3
komentarze [0]!6 paźdzernika>>czwartek, 16 października 2008
22:59:21
Rożi <3
komentarze [0]Bez sake nawet kwiat wiśni wygląda bardzo zwyczajnie>>niedziela, 5 października 2008
23:32:37
Właśnie skończyłam przygotowywać jutrzejsze śniadanie do szkoły. I powiem wam ,zę mało rzeczy pachnie tak cudnie jak ciepły ryż gotowany w mleku i sake. Jest wprost zniewalający. Taki przytulny i kojacy, o ile woń może być przytulna i kojąca. Chyba jednak może.
Zaczyna się okres imprez, już jedną zaliczyłam u Bitelsa. Teraz czekam na afterek w Faktorii. Muszę zamówić prezent i wybrać się do Galerii Bałtyckiej po trunek. Zahaczę pewnie w drodzę na spotkanie. Bo muszę was poinformować kochani czyelnicy, iż wstąpiłam w szeregi Młodych Socjalistów i jestem bardzo z tego zadowolona.
Przedwczoraj przeczytłam ostatni rozdział Hellsinga. No. 95. Ech, 5 lat mojego życia. Niby zwykły komiks, stos papieru i litry tuszu, ale jednak był to dosyć wazny kawał mojego życia. Właśnie przez Hellsinga zaczęła się moja przygoda z mangą. Jestem ciekawa jak czuje sie teraz autor, Hirano. W końcu tworzył serię przez 11 lat. Będzie mi bardzo brakowało tego czekania na nowy roździał co miesiąc. To prawie jakby gwiazdka była 12 razy w roku. No i oczywiście moje ulubione postacie musiały zemrzeć, ale tak to już bywa jak sie kocha czarne charaktery.
Ostatnio zakupiłam sobie nowe kimono. Lawendowe, z jedwabiu. Pracuję też nad projektem tatuażu. Przoblem w tym, że mój maneki neko nie bedzie pasował na szyję i może na kark.Chcoaiż nie jestem pewna co do karku, może zostawię go na rekę. Decyzna jest dosć poważna, wiec muszę się nad tym powaznie zastanawić. Na szyję chyba jednak zostawię sobię albo sakurę albo koi. Nie wiem.
Wracając do imprez. Jestem prawie pewna, że zyskuję coraz wieksza odpornośc na alkohol. W piątek wypiłam bardzo dużo, ale prócz tego ,zę trochę mi sie plątał język i może nogi oraz to, że standartowo naprawde przyjemnie mi się spało, to rano nie dośc, że nie boała mnie głowa, to czuułam się rześka i wypoczeta jak nigdy. Mimo wszystko powoli zaczynam myslec, że mogę mieć problem z alkoholem, nie teraz, a mozę za parę lat. Nie muszę przecież rzygać i łapać zgona na każdej imprezie, by nadużywac alkoholu. Nawet teraz piję. Wypiję ponad litr wina i nie będzie to miało na mnie zadnego wpływu, ale nadal jest to jednak litr wna póxniej naprawdopodobniej popity wódką czy czymś innym.
Martwię się o Adama. Chłopak sie sam nakręca w beznadziejna spiralę samoużalania się. Przywiązałam się do niego na tyle, że nei chce by cierpiał, a on sobie takie cierpienie zafunduje. Jeżeli sobie nie zda sprawy z tego co robi i co mysli teraz, to za parę lat bedzie gorzko żałował, że tego nei zrobił Tak naprawdę po częsci myśle, że jest zbyt rozpiszczony i tak naprwdę nei wie czym jest cierpienie iten cały ból iostnienia, a nawet dlaczego deszcz jesienny stuka o szybę. Mam nadzieje, że sie wyrwie z tego albo ja mu pomogeę I to szybko.Ech..
Mono no aware...
Rożi <3
komentarze [0]Moja wielka mała brytania>>poniedziałek, 18 sierpnia 2008
22:08:48
Właściwie dzień w którym piszę tę notkę jest inny niż data nad nią, ale o z tego. Mylog jako tako miał słynne przerwy techniczne i nie czasu, by napisać cokolwiek. Szkoła się już zaczęła, a mnie już robi się słabo na samą myśl o niej, ale dlatego staram sie o niej nie myśleć. Albo chodzę tam po prostu na gazie.
Większą część wakacji spędziłam w swojej ukochanej Wielkiej Małej Brytanii. A konretnie w Londynie. był to cudowny miesiąc, w którym dorosłam i podniosłam swoje self-esteem. Jednocześnie za każdym razem, kiedy w nocy tłoczyłam się miedzy ludźmi na stacji metra to powtarzałam sobie w myślach, że chcę być Londyńczykiem. Z kolei za każdym razem, kiedy siedziałam (lub stałam!) w teatrze, toprzypominałam sobie o tym jak bardzo pragnę dalej iść w kierunku aktorstwa. Ogólnie Londyn jest magicznym miejscem, gdzie wszystko może sie wydarzyć ( Gei-Sha), a ludzie chodzą praktycznie tylko na czerwonym świetle. Widziałam swojego ukochanego Fallstafa, popłakałam sięna Królu Learze, przez dwie godziny śmiałam się na Spamalot, a na We Will Rock You zdarłam sobie gardło. Poza tym wpieprzałam taramasalete z bułką, zmokłam na Candem i wciągałam lizaki kanabisowe.
Uch, jest tyle do napisania, ale nie mam siły i ochoty.
Ostatnio zainwestowałam w dwa dodtaki do Sims 2 i po upgradzie komputera zafunduję sobie zapewne następny. Ta gra mnie relaksuje. Wyciszam się przy tym jak nic.
Propo, nowy adres deviantarta. Nowy nick - The-Sphinx
Narazie nic tam nie mam, ale postaram się i to szybko. Mam ochotę worzyć, ale jestem niezadowola ze swoich prac, zę nie potrafię wpaść na coś oryginalnego tylko przerabiam cudze pomysły, od tego dostałą doła i coraz bardziej chcę stowrzyć coś wspaniałego, ale mi sie nie udaje. I tak w kółko. Łycha.
Rożi <3
komentarze [0]